Camel "A Nod and the Wink" (2002)
(Camel Productions)
|
|

Skład:
Andrew Latimer - gitary, flet, klawisze, wokal
Colin Bass - bas, wokal
Guy LeBlanc - klawisze, wokal
Denis Clement - bębny
Terry Carelton - bębny (utwory 2,6), instrumenty perkusyjne, wokal (utwór 7)
JR Johnston - wokal (track 7)
|
1. 'A Nod and a Wink'
2. 'Simple Pleasures'
3. 'A Boy's Life'
4. 'Fox Hill"
5. 'The Miller's Tale'
6. 'For Today'
|
Im Andy Latimer, szef Camela, starszy, tym mniej w jego muzyce pierwiastków
artrocka. Słusznie, bo i po cholerę skakać co chwila z 5/8 na 7, sklejać
ze sobą na siłę 10 kontrastowych tematów czy epatować nędznym klawiszowym
pseudo-solówkarstwem, skoro bez tego utwór trzyma się kupy? Na nowej
płycie Camele kontynuują drogę rozpoczętą na "Dust and Dreams".
1. 'A Nod and a Wink'
Trochę zaskakuje to skoczne, rubaszne ostinato pozytywki. Na szczęście
już za chwilę słyszymy typową dla Latimera urokliwą linię, wygiętą
melancholią prawie tak jak jego fizys. Odrobina celtyckości, Camelowe
patenty harmoniczne w rodzaju przejścia z e moll na e2/4 i basem ciągnącym
prymę. Mimo to ma ta muzyka swój niezaprzeczalny urok staroangielskiego
poranka, choć te wesołkowate gwizdane wstaweczki trochę irytują. Na
szczęście nie ma ich wiele.
2. 'Simple Pleasures'
Ot, taki wypełniacz. Klawiszowiec jednym akordem wyraźnie skłania się ku
bluesowi, ale nikt tego wątku nie podejmuje. Mamy za to parę niemalże
dosłownych cytatów z "Harbour of Tears" - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że
kilka zakrętów melodii jest identycznych.
3. 'A Boy's Life'
Gitarowo-balladowy początek nie wróży niczego dobrego, jednak już za
moment pady szeroko się rozlewają, zatapiając pierwsze niekorzystne
wrażenie, ale później... Naprawdę nie wiem, skąd w Latimerze to
zamiłowanie do kiczowatych, cherlawych melodyjek, kreślonych przez tandetne
"Yamahowate" dęciaki (vide np. "Harbour of Tears"). Ja przynajmniej
odbieram to jako zgrzyt. Z kolei "stojący" bas, rytm na 3 i nastrój
uroczystej euforii przywodzą na myśl pierwszą część kompozycji "In that
Quiet Earth" Genesis, choć tam akurat był podział na 9/8, a bas pięknie
owijał się wokół stopy.
4. 'Fox Hill"
I znowu skoczny rytm na trzy, ale w okolicach 1:35 dzieje się z utworem
coś dziwnego. Piano podaje proste akordy, bo są to mianowicie: h moll, h2
sus, A dur i znowu h moll. Wydaje się, że te wielodźwięki wygrano już tyle
razy, że są już dziś zupełnie odarte z treści i wyrazu, i że został z nich
sam szkielet, prawda? Ale! Melodia, którą na nich rysuje Latimer, wydaje
się świeża i mocna niczym dobrze zaparzona herbata miętowa. I tak na dobrą
sprawę nie wiadomo dlaczego. To jest właśnie jeden z fenomenów muzyki
Camelów, że z nieciekawego tła harmonicznego potrafią wydusić zaskakujące,
pełne wyrazu klimaty. Jednym słowem - w ich najlepszych kompozycjach mamy
do czynienia ze zjawiskiem, które polega na tym, że po rozebraniu utworu na
czynniki pierwsze, on nadal żyje.
Ale w pewnym momencie Andy L. zaczyna pokrzykiwać niczym najbardziej
zgorzkniały murarz wśród rockowców - Roger "The Wall" Waters... Nie jest
to zresztą jedyny akcent flojdowy na "A Nod and the Wink"...
5. 'The Miller's Tale'
Gitarowe plumkanie z początku i ta cudowna, pełna głębi zmiana trybu,
przypomina mi 12-strunowy Genesis, za który odpowiadali głównie Anthony
Phillips i Michael Rutherford... Jeden z najlepszych fragmentów płyty.
Niestety później muzycy rujnują eteryczny nastrój "symfonicznym" aranżem,
równie finezyjnym, co cios łopatą w plecy. W dodatku ten syntezatorowy
chór... Jeśli Latimerowi tak bardzo imponuje brzmienie orkiestry, niechże
ją zaprosi, a nie epatuje żenującymi erzatzami, jak choćby te mizernie
brzmiące instrumenty dęte z końcówki utworu. W dodatku z wyraźnie
słyszalnym zapętleniem próbki...
6. 'For Today'
Wzniosły, tęskny temat, wprowadzony przez piano o pięknym i szerokim
brzmieniu, Gilmourowska solówka i marszowe flojdowe tempo, następnie część
kojarząca się z kawałkiem "Ice", i to nie tylko ze względu na klimat, ale i
brzmienie instrumentu prowadzącego, jakby żywcem skopiowanego z tamtego
nagrania. Ten patent znamy choćby z ostatniej płyty Genesis. I tak dalej,
aż do końcowej kulminacji. Archetypowe zakończenie? Może. I bardzo
ładne.
Niezła płyta. Jeśli ktoś nie zna Camela, "A Nod and the Wink" może
posłużyć jako taki multi-Camel, zawierający w sobie wiele z płyt
wcześniejszych. I dobrze. Po co szukać, kiedy już się znalazło?
Ocena: 6.5 / 10
|
Piotr "JazzCat" Pacyna jazzcat(at)interia.pl
|
|
|
|
Autor: antyKAT
(2009-09-25 23:54:09)
|
ip: 89.72.98.18
e-mail: rarebird@vp.pl
|
|
Płytę komentował jakiś oszołom-krytyk (sorry) lub jego erzatz. Kocham muzykę CAMEL, nie bezkrytycznie, ale z szacunkiem. Przypisywanie komuś nasladownictwa (celowego lub przypadkowego)jest nie na miejscu. Mogę autorytatywnie stwierdzic, że słuchając muzyki od 40-tu lat zawsze znajdę jekieś odniesienie do wcześniej powstałych kawałków. jestem pewien, że Andy będąc wielkim muzykiem nie musiał i nie posługiwał się celowo wzorcami innych kapel. Jestem pewien, że jego muzyka plynie z głębi jego rozumu i duszy. OK to na tyle, a na koniec, The Miller\\\"s Tale jest naprawdę piękna. (To opinia fana CAMELA, amatora). Pozdrowienia dla wszystkich na tym forum. ANDY, COME BACK TO US!!!
|
|
Autor: antyKAT
(2009-09-25 23:52:49)
|
ip: 89.72.98.18
e-mail: rarebird@vp.pl
|
|
Płytę komentował jakiś oszołom-krytyk (sorry) lub jego erzatz. Kocham muzykę CAMEL, nie bezkrytycznie, ale z szacunkiem. Przypisywanie komuś nasladownictwa (celowego lub przypadkowego)jest nie na miejscu. Mogę autorytatywnie stwierdzic, że słuchając muzyki od 40-tu lat zawsze znajdę jekieś odniesienie do wcześniej powstałych kawałków. jestem pewien, że Andy będąc wielkim muzykiem nie musiał i nie posługiwał się celowo wzorcami innych kapel. Jestem pewien, że jego muzyka plynie z głębi jego rozumu i duszy. OK to na tyle, a na koniec, The Miller"s Tale jest naprawdę piękna. (To opinia fana CAMELA, amatora). Pozdrowienia dla wszystkich na tym forum. ANDY, COME BACK TO US!!!
|
|
|
|