Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Można się było tego spodziewać... Do wrocławskiego klubu "Od zmierzchu do świtu" na koncert Riverside, będący częścią "Rapid Eye Movement Tour", przybył komplet publiczności. W niewielkim lokalu wszystkie miejsca zostały zajęte, było duszno, brakowało świeżego powietrza, ale chyba nikt nie narzekał, bo warszawscy muzycy dali bardzo dobry, blisko dwugodzinny występ. O godzinie 20 z głośników popłynęły intrygujące dźwięki utworu tytułowego z najnowszej płyty, pełniącego rolę intra, a piętnaście minut później na scenie pojawił się zespół.
Nie było wątpliwości, że ten wieczór jest testem i promocją nowego materiału z trzeciego albumu grupy "Rapid Eye Movement". W secie znalazło się aż sześć premierowych kompozycji, a jedna z nich ("Beyond The Eyelids") otworzyła występ. W dalszej części pojawiły się starsze utwory jak tytułowa suita z "Second Life Syndrome", czy demoniczny popis instrumentalny "Reality Dream" z płyty "Out Of Myself". Ciekawostką była kolejna wersja ballady "I Believe", którą zespół znów wykonuje w inny sposób.
Nowy materiał obronił się na żywo. Owacje i brawa przywitały utwór "02 Panic Room", który w wersji "live" robi spore wrażenie. Podobnie "Beyond The Eyelids", jeden z bardziej porywających koncertowych "otwieraczy" w historii Riverside. Dobre wrażenie pozostawiły po sobie także "Ultimate Trip" i instrumentalny "Lucid Dream IV", wykonany jako ostatni bis.
Do minusów wieczoru można zaliczyć nienajlepsze nagłośnienie, czego efektem były momentami zbyt słabo słyszane instrumenty klawiszowe i drugi wokal (w tej roli debiutuje klawiszowiec Michał Łapaj), ale nie były to problemy na tyle duże, żeby mogły obniżyć wartość muzyki i jakość występu. Riverside zaprezentował się wrocławskiej publiczności w wysokiej formie i dobrym repertuarze, czego dowodem były entuzjastyczne reakcje widowni, gromkie brawa i dwukrotne wywołanie muzyków na bis. Fani podjęli nawet trzecią próbę, ale tym razem wszelkie nadzieje rozwiała muzyka puszczona z płyty.
Riverside powoli wyrasta z wrocławskich rockowych klubów, których możliwości są dość mocno ograniczone. Jest to spostrzeżenie o tyle miłe (świadczy o nieustannym rozwoju zespołu i wzroście popularności) co niepokojące. Może się okazać, że w przyszłym roku grupa nie znajdzie odpowiedniego lokalu, by wystąpić przed wrocławską publicznością...
"...Dla mnie głównym balsamem tej płyty jest ten niesamowicie ciepły, niski głos Brendana, który uspokaja i koi duszę zmęczoną codziennymi kompromisami. Zresztą Perry w 1999 roku ukazuje swój głos w nowym świetle, udowadniając wątpiącym, że potrafi on także zaśpiewać bardzo wysoko jak to ma miejsce w "Saturday's Child", "Sloth" czy "Archangel". ..."
Czytaj więcej