Jack Lawrence - b
Brendan Benson - g, k , voc
Jack White - g, k , voc
Patrick Keeler - dr
1. Steady, As She Goes
2. Hands
3. Broken Boy Soldier
4. Intimate Secretary
5. Together
6. Level
7. Store Bought Bones
8. Yellow
9. Call It a Day
10. Blue Veins
Pośród całej chmary "nowych rockowych rewolucjonistów" jak to współcześni inżynierowie dusz określają grupy pokroju Franz Ferdinand czy Bloc Party pojawiło się The Racounters. Nie jest to totalnie nowy zespół, bowiem grają w nim Jack White, połowa duetu The White Stripes i Brendan Benson. Czyli taki przyjacielski projekcik. W minionym roku grupa szturmem zdobyła serca fanów albumem "Broken Boy Soldiers". Poza pierwszym nagraniem, "Steady As She Goes" które jest melodyjne, pomysłowe i do tego świetnie sprawdza się na rockowych imprezach nie ma na tej płycie nic godnego uwagi. Pozostałe dziewięć utworów to cytaty z twórczości takich artystów jak The Beatles (szczególne upodobanie), Janis Joplin, Led Zeppelin (drugie szczególne upodobanie, co nie dziwi zważywszy na to co White robi na co dzień w macierzystym zespole), Jefferson Airplane, The Velvet Underground, etc. Są to łatwo wpadające w ucho utwory ale paradoksalnie przebrnięcie przezeń jest trudną sztuką. Ciągłe powtarzanie sobie w myśli "już gdzieś to słyszałem" nie ułatwia zadania. Ten brak oryginalności jest nie tyle wadą płyty co czynnikiem wywołującym stres. W pewnej stacji telewizyjnej jeden dziennikarz muzyczny powiedział że disco polo ewoluowało, zespoły chwyciły do rąk gitary i mamy dziś takie grupy jak Ich Troje czy Virgin. Disco polo? Nie przesadzajmy. W końcu "Broken Boy Soldiers" to płyta rockowa. Alternatywna. Muzycy dobrze wiedzą skąd się wywodzą. A że nie potrafią odcisnąć na tym własnego piętna to już inna sprawa. Niemniej jednak - podobnie jak poprzednicy - Racountersi "rządzili" w 2006 i jeśli członkowie projektu zdecydują się spotkać jeszcze raz pod tym szyldem może uda im się podtrzymać tę władzę na dłużej. Andy Warhol powiedział kiedyś że w przyszłości każdy będzie miał swoje pięć minut. To co dzieje się obecnie jest dowodem że jego słowa okazały się prorocze.
"...Może nie zdradzając wszystkiego dodam tylko, że priorytetem w życiu naszego bohatera są wszelkiej maści kobiety. Ale nie jest to uwielbienie w stylu Roberta Smitha czy innego romantyka. Greg ma podejście stricte samcze. Bez skrupułów rozprawia o swoich kolejnych podbojach i jest to raczej dominujący temat jego tekstów. Może nie wygląda jak Leonardo Di Caprio, szczególnie ostatnio, kiedy nieco przybrał na wadze i zmienił powierzchowność na ciut misiowatą, ale kiedy zakłada ciemne okulary i skórzaną kurteczkę to jest uosobieniem słowa cool! A jak zacznie jeszcze śpiewać – tym swoim leciutko zachrypłym, o soul’owych inklinacjach, głosem - to śmiem wątpić czy jakakolwiek mu się oprze… ..."
Czytaj więcej