Archiwum mrocznych dźwięków cz. 5: Wrócić do wschodniej Afryki
Phil Collins nieczęsto dopuszcza innych twórców do wypełniania miejsca na swoich albumach. Od początku solowej kariery brytyjski perkusista komponuje muzykę i pisze teksty do znakomitej większości tytułów umieszczanych na płytach. Na albumie "Dance Into The Light" znajduje się jednak pozycja wyjątkowa. Trzeci na krążku utwór "Lorenzo" tylko w połowie należy do Phila. Jego nazwiskiem sygnowana jest muzyka, tekst dopisała natomiast Michaela Odone. Niezwykłość sytuacji potęguje fakt, że pani Odone nie jest ani muzykiem, ani poetką a historia, którą opowiada w słowach piosenki jest prawdziwa. Sięga początku lat osiemdziesiątych...
Na Komorach, gdzie dorastałem po skończeniu 4 lat
Mogłem pływać, łowić ryby i nurkować na dnie oceanu
a wiatr się śmiał, a wiatr śmiał się wśród
drzew, jakby chciał powiedzieć
Oto dziecko, które będzie chciało, by świat szedł jego drogą, we Wschodniej Afryce, we Wschodniej Afryce.
Augusto i Michaela Odone mieszkali w Comor Islands. Augusto był ekonomistą i sprawował ważną funkcję w Banku Światowym, jego żona prowadziła wydawnictwo. W 1978 roku doczekali się potomka. Lorenzo Odone przyszedł na świat dokładnie 29 maja 1978 roku, był ruchliwym, radosnym chłopcem a fakt, że przyszło mu się wychowywać i rosnąć w Comor Islands, we wschodniej Afryce, tylko potęgował jego radość życia. Rozległe, dzikie przestrzenie i bliskość natury działały pobudzająco na kształtującą się wyobraźnię dziecka.
Nagle dla mnie świat przewrócił się do góry nogami -
z dala od mych przyjaciół lwów i delfinów przybył ten
okropny dźwięk
Ciemne chmury, odgłosy gromów szalały nade mnę
przybył ten potwór zwany "A-dre-no-leu-ko-dys-tro-fia"
Gdzie jest moja Wschodnia Afryka?
Problemy rodziny Odone zaczęły się w 1984 roku. Sześcioletni wówczas Lorenzo zaczął mieć niewytłumaczalne napady złości i zawroty głowy. Chłopca poddano badaniom, ich wyniki i werdykt lekarzy był druzgocący. U dziecka stwierdzono adrenoleukodystrofię, Lorenzo miał nie przeżyć następnych dwóch lat. Początkowy szok i rozpacz rodziców z biegiem czasu ustąpiły miejsca determinacji. Michaela i Augusto nie pogodzili się z wyrokiem synka i podjęli trudną, długą walkę o jego życie. W początkowym okresie rodzina Odone mogła liczyć właściwie tylko na siebie. Lekarze nie znając leku na przypadłość małego Lorenzo, nie dawali mu żadnych szans na przeżycie i nie bardzo chcieli wspierać Michaele i Augusta w ich walce. Tymczasem przepowiednie lekarzy niebawem zaczęły się sprawdzać. Stan zdrowia Lorenzo szybko się pogarszał, chłopiec słabł i tracił wzrok, w ciągu roku stał się kaleką przykutym do łóżka. Celem rodziców było więc jak najszybsze zastopowanie choroby.
Cóż, oni powiedzieli, powiedzieli (ci, którzy wiedzą wszystko)
Powiedzieli, że od teraz dla ciebie nie będzie już stania na własnych nogach
Więc wziąłem dłonie mych rodziców, uniosłem głowę, by powiedzieć, że
Po prostu będę musiał być bohaterem, nie ma innego sposobu!
Augusto i Michaela nie mieli pojęcia o medycynie, mimo to, w sytuacji gdy lekarze pozostawili ich syna na pastwę choroby, sami zabrali się za poszukiwanie lekarstwa. Co najdziwniejsze, noce spędzone na studiowaniu książek medycznych przyniosły skutek i państwo Odone wynaleźli w 1986 roku coś, co można nazwać antidotum na ALD. Jednak, żeby zrozumieć odkrycie, trzeba na chwilę rzucić okiem do encyklopedii. Na czym polega adrenoleukodystrofia? "Chorobę tę wywołuje gen, który jest przenoszony tylko przez kobiety, lecz chorują na nią przedstawiciele płci męskiej. W ich organizmach ulega uszkodzeniu system enzymatyczny nadzorujący usuwanie długołańcuchowych nasyconych kwasów tłuszczowych. Gdy tych zgromadzi się za dużo, uszkadzają one osłonkę mielinową, która otacza włókna nerwowe. Następuje blokada w przepływie sygnałów między neuronami." Rodzice Lorenzo wymyślili więc "specjalny olej składający się z odpowiednio spreparowanych kwasów oleinowego i erukowego. Założono, że organizm chłopca będzie przerabiał tę substancję na nieszkodliwe i łatwo wydalane produkty przemiany materii". Ów olej podawali synowi i choroba przestała postępować.
Na dalszy rozwój wypadków nie trzeba było długo czekać. Choroba Lorenzo została zastopowana, rodzina Odone przeniosła się więc do Stanów Zjednoczonych, by tam już z pomocą lekarzy kontynuować kurację. Lekarze, początkowo tak sceptyczni, musieli przynajmniej w pewnym stopniu przyznać rację Augusto i Michaeli, i przyjrzeć się bliżej Olejowi Lorenza. Historia cudownego ocalenia śmiertelnie chorego chłopca szybko się rozeszła, pojawili się pierwsi chętni rodzice do testowanie leku na ich chorujących dzieciach.
Na początku lat dziewięćdziesiątych historia rodziny Odone doczekała się ekranizacji. Obraz z 1992 roku zatytułowany po prostu "Olej Lorenza" (reż. Georg Miller) zrobił sporo pozytywnego zamieszania, a Susan Sarandon dostała Oskara za rolę matki chłopca. Film kończy się optymistycznie sugerując, że lek wymyślony przez zdesperowanych rodziców rozwiązuje cały problem adrenoleukodystrofii, co jest niestety trochę mylące. Olej Lorenza, jak pokazały ostatnie lata, nie jest tak skuteczny jak mogłoby się wydawać. Wiele dzieci chorujących na ALD, którym podano antidotum, niestety umarło. Możliwe natomiast, że lek jest skuteczny, gdy zagrożonemu chorobą chłopcu poda się olej przed pojawieniem się pierwszych symptomów.
Michaela w połowie lat dziewięćdziesiątych napisała wiersz o synu, wysłała go do Phila Collinsa, a ten niespodziewanie odpisał prosząc o nie przekazywanie tego tekstu nikomu innemu, gdyż on chce zrobić z tego piosenkę. Tak też się stało, Phil skomponował melodie, dopasował tekst i całość umieścił na swojej solowej płycie "Dance Into The Light" z 1996 roku. Collins zaproponował muzykę pełną afrykańskich smaczków, zdominowaną fantastycznym rytmem, podkreślonym typową dla siebie, dynamiczną partią solową bębnów w środkowej części kompozycji. Znalazł także miejsce na dźwięki "podkradzione" z afrykańskiego buszu, na ładną melodię, która pachnie wolnością i przygodą, słowa zaśpiewał z pasją i wiarą w to, co napisała Michaela. Nie kombinował z tytułem. Piosenkę nazwał po prostu "Lorenzo" i dobrze zrobił, bo to najlepszy tytuł dla tej pieśni. Między dźwiękami, między uderzeniami bębnów, słowami pani Odone, śpiewanymi przez Phila jest mały chłopiec, ramionami obejmujący życie, tulący do siebie dzikość Afryki, wierzący śpiewom ptaków. Do końca. W piosence nie ma choroby, pojawia się ona tylko w tekście, w nutach Lorenzo pozostaje zdrowym człowiekiem. Kompozycja zaczyna się i kończy w podobnym nastroju, pełnym romantycznej przygody. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Collins specjalnie tak to wymyślił.
Ważnym, chyba dość symbolicznym zwrotem w tekście tej piosenki jest wers "chodź ze mną, idę z powrotem do wschodniej Afryki". Z opowieści Augusto i Michaeli można wywnioskować, że czas spędzony w Comor Islands był wspaniałym okresem w ich życiu, synonimem zdrowia Lorenzo... Niestety nie dane im było wrócić do Wschodniej Afryki. Michaela zmęczona walką o życie i zdrowie syna, umiera na raka w lipcu 2000 roku.
Lorenzo Odone skończył w tym roku 27 lat, mieszka z ojcem w Waszyngtonie. Nie wstaje z łóżka, nie mówi. Olej wymyślony przez rodziców zatrzymał chorobę, ale nie mógł cofnąć zniszczeń, jakich dokonała ona w jego organizmie. Augusto na pytanie jak miewa się syn, odpowiada "trzyma się jakoś, wygląda zdrowo ale nie odzyskał sprawności, jest całkowicie sparaliżowany". Lorenzo nigdy nie będzie zdrowy, cudem uratowano mu życie, ale wygląda na to, że historia choroby chłopca i zmagań jego rodziców, miała głęboki sens. Olej Lorenza to zdecydowanie pozytywna pozostałość po tej przykrej historii, która być może sprawi, że adrenoleukodystrofia stanie się chorobą, którą można powstrzymać.
Kolejny mały cud, a Phil Collins o nim śpiewa... fragment so I took my parents" hands, I lifted my head to say
I"ll just have to be a hero, there"s no other way!-łzy w oczach, nadzieja, piękno ludzkiej determinacji, niezłomna siła walki. Ilu ludzi tylko "egzystje" w swoim życiu. A je trzeba przeżyć. Phil pięknie to ujął. Brawo dla tamtego małego chłopca, jego rodziców i Phila, który nigdy nie będzie obojęny na to, co się dzieje w nim i wokół niego...
Augusto i Michaela Odone są wielcy . Chwała im za te poświęcenie , jakie włożyli w ratowanie syna i
tysięcy dzieci na ziemi .
Też chciałbym napisać im maila .
Autor: Luizka
(2007-01-21 11:40:21)
ip: 83.7.121.50
e-mail: luizka@27.buziaczek.pl
Hej )) Długo szukałam w internecie jakich kolwiek informacji na ten temat....Ciesze się zę chociaż tyle znalazłam...bardzo ciekawy tekst....powinno byś więcej osób które będą się tą straszną chorobą interesować....wiem że jego ojciec miał jak najlepsze plany i chciał odbudować jego miazgę.....czy to się udało z tekdtu wnioskuje że nie....ale wiem także że na szczeniakach to się powiodło...czy to wypaliło w przypadku lorenzo....żecze jemu i jego rodzicom aby mógłwrócić do zdrowia....i żęby mógł porozmawiać ze swoim ojcem....
Autor: Luizka
(2007-01-21 11:40:00)
ip: 83.7.121.50
e-mail: luizka@27.buziaczek.pl
Hej )) Długo szukałam w internecie jakich kolwiek informacji na ten temat....Ciesze się zę chociaż tyle znalazłam...bardzo ciekawy tekst....powinno byś więcej osób które będą się tą straszną chorobą interesować....wiem że jego ojciec miał jak najlepsze plany i chciał odbudować jego miazgę.....czy to się udało z tekdtu wnioskuje że nie....ale wiem także że na szczeniakach to się powiodło...czy to wypaliło w przypadku lorenzo....żecze jemu i jego rodzicom aby mógłwrócić do zdrowia....i żęby mógł porozmawiać ze swoim ojcem....
Autor: ola
(2007-01-21 01:21:47)
ip: 83.25.90.228
e-mail: olawiki@o2.pl
dlugo szukalam czegos o tym chlopcu i dopiero tu przeczytalam jakis konkret.czy to prawda ze kontakuje sie on za pomoca komputera.bardzo mnie to interesuje.musze powiedziec ze od smierci mego tescia nic nie poruszylo mnie bardziej niz opowiezc o tym chlopcu,zycze mu aby mogl chociaz przez chwile porozmawiac z tata bo zasluzyli na to obaj
Świetny tekst mauro. Naprawdę dopiero się dowiedziałem, że PC nagrał to dla Lorenza. Widziałem film, słuchałem "Lorenzo" i teraz przeczytałem ten tekst. Jestem pełen podziwu dla rodziców Lorenza i jestem z nim i jego ojcem duchem. Niech im się widzie.
"...Trzy długie, powyżej dziesięciu minut oraz jedną krótszą. Niewiele dobrego można o nich powiedzieć (jeśli w ogóle). Słuchanie ich to kolejne odgrywanie męczennika w klasycznym stylu, który jest już tak wyblakły że nawet super proszek nic nie da. Wspomniałem coś o inspiracji Pendragon? Oprócz podobieństw muzycznych mamy tutaj identyczny głos wokalisty jak u Nicka Barreta , co rodzi podejrzenie że lider Pendragon jest prawdziwym śpiewakiem płyty..."
Czytaj więcej