Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron






Mikołaj Marcela (Mind Gate) - wywiad

Katowicka formacja Mind Gate jest zjawiskiem unikalnym na naszej rodzimej, skromnej scenie progmetalowej. We własny, niepowtarzalny sposób łączy różne stylistyki w obrębie swojej muzyki, często przełamując utarte schematy. Do tej pory grupa ma na swoim koncie trzy wydawnictwa; "Forgotten Odyssey" (2002), "Willow Whisper" (2003) oraz Spiral" (2005) i o nich, o muzycznych korzeniach i fascynacjach oraz o planach na przyszłość porozmawiałem sobie z jej perkusistą, Mikołajem Marcelą.

- Zaczynaliście jako zespół grający covery grup metalowych.

Tak, a powód był dość prozaiczny - na czymś trzeba było się nauczyć grać. Właściwie pomysł założenia zespołu wyszedł spontanicznie i do momentu powzięcia decyzji wspólnego grania, mało kto z nas miał jakieś bardziej znaczące doświadczenia muzyczne. Ja i Maciek przez kilka lat graliśmy na pianinie, Mateusz miał za sobą okres pierwszych prób z gitarą. Nawet jak na początek to nie za wiele, dlatego pierwsze próby były ciężkie, miejscami nawet bardzo ciężkie, ale też po złapaniu podstaw wszystko poszło do przodu. Zaczęliśmy od grania coverów naszych największych ówczesnych inspiracji, a więc Black Sabbath czy Led Zeppelin, choć zawsze to było granie dla siebie. Nie było planów koncertowych, ani wielkich planów na przyszłość - po prostu rzetelna, żmudna praca i przerabianie kolejnych kawałków, na których ciągle się uczyliśmy. Taki stan rzeczy trwał przez 8 miesięcy.

- Później jednak nastąpiła zmiana kierunku.

Wszystko właściwie zmieniło się w lipcu 2000 roku, o ile dobrze pamiętam, a dokładniej w czasie koncertu Dream Theater na Słowacji, podczas pierwszej części trasy "Scenes From A Memory". Od tej płyty zaczęła się nasza przygoda z muzyka progresywną. W sumie to też dość ciekawa sprawa, bo tę płytę poznaliśmy jeszcze w czasie formowania zespołu - pierwszy raz usłyszałem ją w Boże Narodzenie 1999 roku i coś rzeczywiście magicznego musiało być w tym czasie... W każdym razie wracając do tematu - jeśli ktoś widział koncert Dream Theater to chyba nie trzeba tłumaczyć. Trudno było w tamtym czasie pozostać obojętnym na taką dawkę emocji i szybko podjęliśmy decyzję o zmianie kierunku, w którym podążaliśmy. Nadszedł czas na pierwsze próby z komponowaniem własnej muzyki, a pod wpływem tego, co zobaczyliśmy na Słowacji namówiliśmy Maćka, aby z gitary przerzucił się na klawisze - po dość długich pertraktacjach wszystko się udało i wkroczyliśmy na drogę własnej twórczości...

- Jaki jest dziś Twój stosunek do Dream Theater?

Dream Theater ciągle jest u mnie w czołówce, co z biegiem lat udaje się niewielu zespołom. To jedna z tych grup, która niewątpliwie ukształtowała moje rozumienie muzyki i specyficzny sposób jej widzenia/słyszenia. To też jedna z tych grup, której ciągle udaje się mnie czymś zaskoczyć i przypuszczam, że za to ich najbardziej cenię - niby ciągle to styl wypracowany przez Portnoy'a i Petrucci'ego, a jednak stać ich na nieustające innowacje i poszukiwanie. Przy takim statusie, jaki osiągnął Dream Theater w ostatnich latach, mało komu chciałoby się coś zmieniać. Zresztą muszę przyznać, że mimo znacznej zmiany moich zainteresowań muzycznych, "Octavarium" jest dla mnie zdecydowanie w czołówce tegorocznych płyt.

- A co sądzisz o innych zespołach uprawiających szufladkę progmetal?

Zawsze powtarzam, że trzeba skonkretyzować, co dla nas znaczy progmetal. Bo jeśli progmetal to konkretny, ukształtowany kierunek, który opiera się głównie na dokonaniach Dream Theater, Queensryche, Fates Warning czy Pain of Salvation, stosując wypracowane już patenty do tworzenia kolejnych klonów wyżej wymienionych grup to jest to dla mnie działanie zdecydowanie bezużyteczne i bezsensowne. Kiedyś miałem siłę przesłuchiwać duże ilości takich grup, ale w pewnym momencie musiało przyjść zdecydowane "dość!". Jeśli natomiast progmetal rozumiemy jako metal progresywny to wtedy sytuacja jest zupełnie inna. Metal nastawiony na innowacje, szukanie nowych dróg i nowych muzycznych rozwiązań to kierunek, który nadal bardzo mnie kręci. Dlatego niebywale cenię Dream Theater, Fates Warning, Pain of Salvation czy Sieges Even, a więc raczej klasyków, którzy wytyczają ścieżki i ciągle poszukują, a nie przepadam za ich klonami, które wykorzystują to, co już stworzone żeby zaserwować produkt kategorii B. Oczywiście nie tylko klasycy są progresywni, ale jednak większość młodych zespołów wykorzystuje falę popularności poszczególnych twórców i dostosowuje się umiejętnie do potrzeb tego specyficznego rynku, jakim jest rynek muzyki progresywnej.

- Pierwszym zarejestrowanym materiałem Mind Gate było instrumentalne demo, "Forgotten Odyssey". Gdy je nagrywaliście, mieliście po 17 lat. Taka sytuacja nie jest "normą" w świecie muzyki, zwłaszcza muzyki tego typu. Co czuliście wchodząc do studia po raz pierwszy?

Tak właściwie to chyba mieliśmy nawet po 16 lat, ale fakt faktem, że to raczej nie jest norma. Jak już wcześniej wspominałem, po koncercie Dream Theater zainteresowaliśmy się rozległym obszarem muzyki progresywnej i postanowiliśmy spróbować coś zrobić na tym terenie. Okazało się, że pomysłów bynajmniej nie brakuje i kolejne kawałki powstawały jak grzyby po deszczu, problem był tylko z wykonaniem. Oczywiście to nie była muzyka wolna od bardzo wielu eksperymentów - a czasami to wręcz była zabawa dźwiękiem, rytmem i walka ze swoimi umiejętnościami. Zresztą cała twórczość Mind Gate to walka z własnymi ograniczeniami i przełamywanie dotychczasowych barier w każdym kolejnym kawałku. Pewnie dlatego otwierająca "Forgotten Odyssey" suita ma ponad 30 minut, a kolejne kawałki raczej oscylują w okolicach 10 minut i wolne są od systemu zwrotka-refren - to raczej ciągle ewoluująca kompozycja. Tę walkę z ograniczeniami niestety słychać i wracając do tego po latach można się w bardzo wielu miejscach uśmiechnąć z politowaniem pod nosem, ale z drugiej strony jak na 1,5 roku gry na instrumentach i stawiania dopiero pierwszych samodzielnych muzycznych kroków to jest tam też wiele ciekawych fragmentów, do których zdarzało nam się i nadal zdarza się wracać w naszej twórczości. A wchodząc do studia czuliśmy mieszankę niepewności, podniecenia i radości. Po nagraniach byliśmy bardzo zadowoleni, ale z biegiem czasu przyszedł duży dystans...

- Do czasu nagrania następnej płytki, "Willow Whisper", znaleźliście wokalistę Roberta Czerwika. Czy był on jedynym kandydatem? Czy może przesłuchaliście więcej osób i zdecydowaliście się wybrać właśnie jego?

Po "Forgotten Odyssey" i rozpoczęciu prac nad nowym materiałem stwierdziliśmy, że nie ma sensu robić kolejnego materiału instrumentalnego, bo po prostu nie posiadaliśmy odpowiednich umiejętności żeby stworzyć coś naprawdę dobrego. Przesłuchaliśmy kilku znajomych, ale nikt nie wykazywał zbytniego talentu wokalnego. W końcu postanowiliśmy spróbować znaleźć kogoś przez internet i tak trafiliśmy na Roberta. Czester, bo tak właściwie mówimy na niego na co dzień, od razu wpasował się w zrobiony materiał i praca nad wokalami trwała kilka tygodni. Nareszcie wszystko brzmiało tak jak powinno i naprawdę byliśmy z tego zadowoleni - zresztą ja osobiście bardzo chętnie wracam do "Willow Whisper" i słucham jej z dużą przyjemnością, bo zdaje mi się, że to kawał ciekawej muzyki. Oczywiście sporo powinno być jeszcze poprawione, żałuję jedynie, że nigdy nie udało nam się z tym dotrzeć do większej rzeszy ludzi, ale widocznie tak miało być.

- Autorem tekstów utworów jesteś jednak Ty, nie Robert. Dlaczego?

Trudno powiedzieć. Może dlatego, że na początku trzeba było napisać tekst, więc go napisałem, a reszta stwierdziła, że jest dobry i tak już zostało. Możliwe też, że nikt nie miał do tego głowy i w końcu ktoś musiał się tym zająć i padło na mnie. A tak na poważnie to od momentu usłyszenia "Scenes From A Memory" stwierdziłem, że właściwym sposobem istnienia tekstów w muzyce progresywnej jest koncept. W takim przypadku stwierdziłem, że lepiej będzie jak jedna osoba się tym zajmie i napisze coś spójnego, a jako, że nikt nie miał odpowiednich pomysłów to wziąłem to na swoje barki i tak zostało do dzisiaj. Zresztą od konceptu nie udało nam się też wyzwolić na "Spiral", a jego obecność mogę zasygnalizować także na nowej płycie, nad którą prace powoli się kończą. Poza tym ułatwieniem w tym zadaniu zawsze były moje zainteresowania filozoficzne, literackie, ogólnie humanistyczne - reszta zespołu to raczej swego rodzaju "ścisłowcy"... Jedynym wyjątkiem, jeśli idzie o teksty był utwór "Epitaph", do którego tekst został napisany przez Czestera, a znalazł się na płycie tylko dlatego, że pasował do ogólnej wizji płyty.

- Jedno z nagrań z "Willow Whisper", "Arcs Of Fallen Heaven", znalazło się na składance "Polish Prog - Metal Vol.1". Jak doszło do udziału Mind Gate w tym przedsięwzięciu?

Dowiedziałem się od znajomego, że taka składanka jest przygotowywana przez wydawnictwo Lynx Music i postanowiłem skontaktować się z kierownikiem projektu. Adamowi nasza muzyka przypadła do gustu, a jako, że byliśmy świeżo po nagraniach to postanowiliśmy dodać jeden z naszych kawałków do tej kompilacji. Niestety czas był już znacznie ograniczony i dlatego musieliśmy umieścić na niej nasz najkrótszy kawałek...

- Wasza ostatnia płyta, "Spiral" to najdojrzalsze dzieło grupy. Czy zgodzisz się z tą opinią?

Wypadałoby powiedzieć: tak! Ale sam nie wiem - jak każdemu twórcy tak samo mi ciężko patrzy się na swoje dzieła. Na pewno to kolejna ciekawa propozycja, kolejny krok. Przypuszczam, że pod pewnymi względami jest to krok w stronę dojrzałości, ale jest też wiele rzeczy, które mogłyby być zmienione. Niestety w przypadku grup wykonujących muzykę progresywną główną zaporą jest sfera finansowa i ograniczenia z nią związane - czasu na pracę w studiu nie było za wiele, wszystko było robione właściwie na najwyższym biegu i niestety nie było za wiele czasu na zastanawianie się, trzeba było miejscami pójść na żywioł, że się tak wyrażę. Ale koniec końców myślę, że nie jest źle, tym bardziej, że ostatecznie udało się ją wydać na Zachodzie i zyskała ona uznanie niektórych kręgów słuchaczy. "Spiral" to dobra płyta, choć kolejne powinny być niewątpliwie lepsze.

- W nagraniu płyty udział wzięli dodatkowi goście, wokalistka Asia Pach i skrzypaczka Agnieszka Miczka. Jak doszło do współpracy z tymi paniami?

Po nagraniu "Willow Whisper" chcieliśmy spróbować czegoś nowego - poszerzyć instrumentarium, zaprosić innych wokalistów do współpracy i zobaczyć jak to wszystko zabrzmi razem. Tak się szczęśliwie stało, że Maciek znał z liceum dwie bardzo miłe i utalentowane dziewczyny, z których jedna była skrzypaczką, a druga wokalistką. Z Agnieszką i Asią było jak z Czesterem - od razu wpasowały się do zespołu i w sumie same wiedziały, co mają robić. Wszystko poszło sprawie i o ile dobrze kojarzę wystarczyły trzy wspólne próby przed nagraniami żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Jeśli idzie o naszą przyszłą współpracę to mogę zdradzić, że Agnieszka już pracowała z nami nad nowym materiałem i brzmi to nawet lepiej niż na "Spiral".

- "Spiral" początkowo zostało wydane(tak jak poprzednie płyty) jako self - released. Poźniej jednak znalazł się label w postaci Lucretia Records. Co spowodowało zainteresowanie wytwórni Waszą muzyką?

Nie, "Spiral" nie miał nigdy być wydawnictwem self-released. Już przy nagrywaniu tego materiału wszyscy byliśmy przeciwni braniu na siebie kolejnego obciążenia finansowego związanego z wydaniem i dystrybucją płyty. Nie ma się co okłamywać - wydanie płyty własnym sumptem to samobójstwo, zwłaszcza w Polsce, gdzie wszystko jest drogie, trudno znaleźć jakąś pomoc finansową, a przebicie się z takim rodzajem muzyki graniczy z cudem. Płyty promocyjne po nagraniach zostały wysłane do kilku wytwórni związanych z progresywnym metalem i tak się szczęśliwie złożyło, że album bardzo spodobał się Clausowi Jensenowi z Intromental Management, który następnie przekazał "Spiral" Lorenzo Deho, prezesowi Lucretia Records International. Po kilku tygodniach ciągłej wymiany korespondencji ostatecznie uzgodniliśmy zadawalające nas warunki i podpisaliśmy kontrakt. Wszystko działo się na jesień 2004 roku, a na wiosnę krążek trafił już do sklepów na całym świecie.

- Jesteście zadowoleni ze współpracy z firmą?

Ciężko powiedzieć - tak młody zespół jak my nie powinien za dużo sobie obiecywać na początku. Najważniejsze, że płyta jest dostępna w większości krajów Unii Europejskiej, w USA i w Japonii. Ostatnio pojawił się także dystrybutor na Polskę i to jest najważniejsze. Zawsze mogłoby być lepiej i trochę szkoda, że nie zawsze traktuje się nas poważnie, ale widocznie tak musi być...

- A czy sądzisz w takim razie że dzięki opiece Lucretia Records uda się zwrócić uwagę większej ilości ludzi na zespół?

Starając się o kontrakt i dystrybucję "Spiral" na całym świecie mieliśmy taką nadzieję, ale nadzieja nadzieją, a rzeczywistość rzeczywistością. Na pewno jest o nas trochę głośniej w niektórych rejonach, pewnie udało się dotrzeć do większej grupy słuchaczy niż za pomocą własnych środków, o czym świadczą e-maile, które do nas dochodzą co jakiś czas. Pamiętać jednak trzeba, że muzyka progresywna to nadal bardzo niszowe granie i o większej popularności na razie należy zapomnieć. Może za jakiś czas.

- Przejdźmy teraz do smutnych wydarzeń. Byłem mocno zaskoczony gdy w ostatnim tygodniu listopada wyczytałem na Waszej stronie internetowej informację o odejściu klawiszowca, Maćka Czarskiego. W krótkim oświadczeniu podaliście za przyczynę "powody osobiste". Nie doszło między Wami do jakichś starć, kłótni, itp.?

To ogólnie dość długa historia, na którą potrzebne byłoby sporo czasu, którego pewnie nie mamy. Chodziło głównie o kierunek rozwoju naszej muzyki - razem z Mateuszem i Jasiem chcieliśmy eksplorować nowe rejony, które nie do końca odpowiadały Maćkowi. Problem z naszą muzyką był i jest taki, że rzadko uznajemy kompromisy i dość swobodnie poruszamy się po bardzo różnych stylistykach i trzeba mieć sporo czasu i zapału żeby za tym wszystkim nadążyć. Maciek miał inne sprawy na głowie, a my nie chcieliśmy czekać - zresztą Maciek w pewnym momencie niestety stracił zapał. Wszystko jakoś rozeszło się po kościach i nie jest źle. Zresztą o tym wydarzeniu poinformowaliśmy dopiero po ukończeniu zasadniczych prac nad nowym albumem, ale cały proces tworzenia przebiegał już bez Maćka.

- Jak bardzo odczuliście jego stratę?

Tak jak już wspomniałem - na początku procesu twórczego zmieniliśmy trochę podejście i spojrzenie na muzykę. Każdy z nas poszerzył swój zakres obowiązków także zmiany nie są jakoś szczególnie odczuwalne, jedynie materiał jest bardziej gitarowy. Na szczęście po tych kilku latach gry mamy już pewne doświadczenie w pracy ze sobą i na dłuższą metę możemy spokojnie funkcjonować jako kwartet, choć klawisze to zawsze nowe możliwości...

- Zgłosili się już do Was jacyś kandydaci na miejsce Maćka?

Przesłuchaliśmy kilka osób, ale żadna nie czuła się za dobrze w tym, co teraz robimy. Przypuszczam, że znalezienie stałego następcy Maćka będzie graniczyło z cudem, dlatego rozważamy zaproszenie kilku klawiszowców tak, aby każdy mógł zagrać w utworze najbliższym jego muzycznym zainteresowaniom, ale zobaczymy jeszcze jak to wyjdzie w praktyce.

- Wspomniałeś niedawno, że pracujesz obecnie nad nowym projektem poza Mind Gate. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Wspominałem, że pracuję nad projektem, choć niekoniecznie poza Mind Gate. Sprawa wygląda tak, że wraz z całym składem Mind Gate i kilkoma znajomymi pracujemy nad kilkoma nowymi projektami. Napisałem już, że zespół kończy pracę nad następcą "Spiral", ale prawda jest taka, że nie samym progmetalem człowiek żyje i czasem trzeba odpocząć od technicznej, zdehumanizowanej muzyki... A tak na serio to jak zwykle wszystko rozchodzi się w jakimś stopniu o pieniądze i w jakimś też stopniu o zmianę zainteresowań. Dlatego też początkowo chcieliśmy przygotować materiał na singla z nadchodzącego albumu Mind Gate, a potem okazało się, że tkwi w nas spory potencjał rockowy, więc postanowiliśmy pomyśleć nad nowym projektem w takich właśnie klimatach. Przygotowaliśmy kilka kawałków i wczoraj skończyliśmy rejestrację wszystkich ścieżek, na początku stycznia czeka nas jeszcze miksing, choć już słychać, że końcowy efekt może być bardzo ciekawy - naprawdę bardzo się cieszę, że udało się do doprowadzić do tego etapu. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Natomiast w czasie prac nad tym projektem pojawiły się też nowe pomysły na kolejne muzyczne wojaże i ostatecznie, jeśli wszystko się uda to niedługo słuchacze będą mieli sporą dawkę muzyki z obozu Mind Gate, choć niekoniecznie z zawartością znaną z naszej dotychczasowej twórczości...

- Jakiej muzyki słuchasz ostatnimi czasy?

Naprawdę nie wiem, czy powinienem odpowiadać na to pytanie... Słucham teraz już praktycznie wszystkiego - na pewno znacznie odszedłem od progmetalu i technicznego metalu. Już niestety nie kręci mnie to tak jak kiedyś, zresztą może dlatego, że to często bardzo hermetyczna muzyka, a ja lubię świeżość we wszystkich dziedzinach życia. Dlatego ostatnio pojawiło się sporo stoner rocka, elektroniki (zwłaszcza drill'n'bassu), post-rocka, awangardy, indie rocka, ale też alternatywnego rapu i hip-hopu. Właściwie trudno wskazać muzyczną płaszczyznę, której nie starałbym się jakoś poznać, a to dzięki pozbyciu się zbędnych uprzedzeń, jakie kiedyś żywiłem do pewnych gatunków i przekonaniu o wyższości progmetalu nad innymi gatunkami. Nadal oczywiście szukam progresji, choć nie musi to być progresja w metalu czy rocku - tak samo dobra jest progresja w rapie czy elektronice. Przełom XX i XXI wieku to tak olbrzymie nagromadzenie nowych muzycznych dróg i czas, w którym powstaje tak wiele świetnej muzyki, że szkoda zamykać się tylko w jednej stylistyce.

- Poleciłbyś jakieś płyty, które Cię niedawno poruszyły?

Pewnie nawet kilka by się znalazło, ale w ostatnich dniach przede wszystkim powaliła mnie płyta Venetian Snares "Rossz Csillag Alatt Szueletett". Polecam wszystkim zorientowanym na nowe, nietypowe muzyczne doznania, bo to prawdziwa muzyczna uczta i dla mnie najlepsza płyta wydana w 2005 roku. Z moich ostatnich odkryć powinienem wspomnieć też o całym nurcie indie-rock, a w nim o tegorocznej produkcji Smoga zatytułowanej "The River Ain't Too Much To Love", płycie "Illinois" nagranej przez Sufjana Stevensa i oczywiście wspaniałym albumie Antony and the Johnsons "I Am a Bird Now". Poza tym chciałbym polecić wszystkim sprawdzenie całego nurtu alternatywnego rapu, bo to też bardzo bogaty muzycznie rejon, wbrew obiegowym opiniom słuchaczy muzyki rockowej. A z pozycji, które dałoby się zaklasyfikować do muzyki progresywnej to Dream Theater (ale czy ich trzeba polecać?), nową płytę Dredg zatytułowaną "Catch Without Arms" i drugą produkcję Oceansize "Everyone Into Position".

- Będąc w temacie "muzycznych fascynacji" nie mogę powstrzymać się od zadania Ci tego pytania. Jacy perkusiści byli dla Ciebie wzorem?

Już na pewno dało się to wyczytać z moich wcześniejszych odpowiedzi i tu nie będę oryginalny, kiedy powiem, że takim wzorem zawsze był Mike Portnoy z Dream Theater, bo w sumie to dzięki zachwytom nad jego grą zacząłem spędzać większość wolnego czasu za bębnami i po kilku latach zaczęło coś z tego wychodzić. Poza nim na pewno tacy perkusiści jak Virgil Donati, Tim Alexander czy Danny Carey.

- Dziękuję za rozmowę. Zespołowi życzę kolejnych sukcesów oraz uporania się z problemami personalnymi.

Również dziękuję i myślę, że jeszcze nie raz uda nam się porozmawiać o muzyce - może o Mind Gate, a może też o tym, co przygotowujemy na najbliższe miesiące. Na pewno jest na co czekać, bo przyszłość w naszym wykonaniu powinna być dość zaskakująca. A z okazji nadchodzącego Nowego Roku chciałbym życzyć Tobie i czytelnikom Taboo wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zdrowia i spokoju, a wtedy cała reszta powinna już być na swoim miejscu. Poza tym życzę wielu sukcesów osobistych i oczywiście nowych, oczyszczających doznań muzycznych!




Łukasz Mińczykowski
entropia(at)poczta.onet.eu

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 0


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Coldplay 'X&Y'
  Coldplay 'X&Y'

"...Albo ciepły, pogodny, "Talk" - czyli klasyczny "coldplayowaty" przebój w dobrym, starym stylu, z wyśmienitą melodią i sporym pozytywnym "powerem". Ale jest i promujący "Speed Of Sound", w którym wybrzmiewają echa "Clocks" z płyty poprzedniej, z tym, że "Speed..." jest chyba od tamtego jeszcze lepszy. To klasyczny przebój w pełnym tego słowa znaczeniu. Taka niby prosta piosenka z wpadającym w ucho refrenem, a ileż w niej uroku. Mamy też ładną nostalgiczną balladę "Fix You", utrzymaną w duchu płyty "Parachutes". Ale świetnych utworów jest tutaj jeszcze więcej..."
Czytaj więcej

  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff