Taboo
Katatonia - Night Is The New DayGorgisheli 'Amore'Hedningarna 'Kaksi'Riverside '02 Panic Room' (singel)Animations 'Animations' CETI '(…) perfecto mundo (…)'Machine Head 'The Blackening' Division by Zero 'Tyranny of Therapy' Da Capo Players 'The String Quartet Tribute to Dream Theater'Luminous Flesh Giants 'Duma i Upadek'Pure Reason Revolution 'The Dark Third'Pride Of Lions 'The Roaring Of Dreams'Crematory 'Klagebilder'The Racounters 'Broken Boy Soldiers'Discanto 'Zodiac' pt. 1Lenny Valentino 'Uwaga! Jedzie tramwaj'
Menu Glowne
   Strona główna
   Redakcja
   Księga gości
f
Artykuly
  WSZYSTKIE
(411)

  MUZYKA
(359)
     Publicystyka(24)
     Recenzje(277)
     Relacje(49)
     Wywiady(9)

  LITERATURA
(20)
     Proza(1)
     Publicystyka(1)
     Recenzje(18)

  PUBLICYSTYKA
(7)
     Felietony(7)

  FILM
(19)
     Publicystyka(5)
     Recenzje(14)

  GALERIA
(6)
     Galerie(4)
     Publicystyka(2)
 


Linkownia


COOL SITE - konkurs www na najlepszą stronę internetową

Katalog Gwiazdor

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron






Mick Harris - wywiad

O Micku Harrisie krążyły i krążą różne pogłoski i opinie. A to, że jest chimeryczny, trudny w kontaktach interpersonalnych, bywa gwałtowny, czasem agresywny. Naturalnie, nikt rozsądny nie buduje opinii o człowieku na pogłoskach, tym bardziej, że były one wątpliwego pochodzenia, a "źródła zbliżone do oficjalnych" często i stanowczo im przeczyły. Jednak będąc konstrukcją wysoce niedoskonałą, człowiek czasami ulega różnym niskim podszeptom i tkwi w niepewności, aż do momentu faktycznego spotkania twarzą w twarz i wymiany kilku pierwszych zdań. Tak też właśnie było w Łodzi. Mimo wyczerpującego występu i późnej pory, Mick, zrelaksowany i w dobrym nastroju poświęcił nam niemal pół godziny odpowiadając na pytania w małym pokoiku na tyłach klubu Jazzga, podpisując płyty i dając się sfotografować. Można było zaobserwować jak skrupulatnie waży swoje słowa i szczerze, z całkowitą powagą opowiada o muzyce i ludziach bez popadania w górnolotne filozofie, a jednocześnie potrafi doprowadzić całe towarzystwo do śmiechu historyjką o adaptacji toalety do potrzeb nagrywania muzyki. Po prostu, za intrygującymi dźwiękami Scorna czy Lull kryje się nietuzinkowy człowiek o ciekawej osobowości.
Zapraszamy do zapoznania się z naszą rozmową.


- Na początek standardowe pytanie: jak oceniasz polską publiczność?

Naprawdę dobrze: jest miła, zorganizowana i przyjazna. Granie tutaj było przyjemnością. Zawsze staram się dać z siebie wszystko i dobre przyjęcie publiczności bardzo w tym pomaga. Sama organizacja nie pozostawiała też nic do życzenia: wszystko poszło gładko, o nic nie musiałem się martwić, nic się nie popsuło, nie było żadnych problemów. Jestem bardzo zadowolony: ciepłe przyjęcie, miła publiczność... Chciałbym w przyszłości powrócić do Polski.

- A który z koncertów wypadł najlepiej?

Wszystkie wyszły dobrze. Nie mogę wybrać żadnego z nich, bo mimo różnych miejsc powtarzały się dobre akcenty. Dziś też było świetnie... Żałuję, że nie mogę zagrać w Krakowie, ale ważne sprawy w domu wymagają mojego powrotu dzień wcześniej.

- No właśnie. Wykonałeś genialny utwór...

Dziękuję!

- ...pod koniec.

Na bis?

- Tak. Co to było?

Nie wiem (ogólny wybuch śmiechu).

- No więc...?

W bisie wykorzystałem materiał, nad którym ostatnio pracuję. Może jest to pomysł na nową płytę Scorna - jak dla mnie brzmi to właśnie jak Scorn. Trochę szybszy i cięższy, ale... Tak, to jest Scorn.

- Luźny pomysł, czy konkretna koncepcja?

Konkretny pomysł, który idzie w dobrą stronę. Lubię nad nim pracować i fajnie było wykorzystać go jako bis.

- To wspaniała wiadomość dla fanów! Przy okazji, czy sądzisz, że ludzie dobrze rozumieją twoją muzykę?

Trudne pytanie... W zasadzie nie można traktować tego samolubnie, być ponad to i tworzyć tylko dla siebie. Nie o to chodzi. Wkładam dużo pasji w kreowanie dźwięku, składanie do wszystkich pomysłów razem i stworzenie gotowego materiału. To miłe, gdy wyczuwam aprobatę. Nie staram się jednak za wszelką cenę spełnić oczekiwań odbiorców, tylko robię swoje i gdy wyczuwam, że idę w dobrą stronę, staram się jeszcze bardziej.

- Jak układała się współpraca z Vivo Records, wydawcą ostatniej pyty Scorna?

Na pewno w przyszłości będę chciał wydać coś u Janusza. Może nie nowego Scorna, bo ten zostanie wydany przez mojego przyjaciela z Nowego Jorku - będzie to rodzaj przysługi...

- Czy to Kurt?

Tak, Kurt Gluck z Ohm Resistance. Jest to oczywiście trochę inny materiał niż pozostałe z Ohm Resistance (która jest typowo drum'n'bassowa). Jakieś trzy lata temu zapytał, czy mógłbym wydać dla niego nową płytę Scorna. Jest też pewna francuska wytwórnia, Jarring Effects, z którą chciałbym współpracować, gdyż Francja to dobry rynek dla Scorna - grałem tam sporo koncertów, podobnie zresztą jak Ad Noiseam w Berlinie. Powiedziałem więc Kurtowi, że chciałbym wydać nową płytę Scorna i mieć wolną rękę na udzielanie licencji. Płyta oficjalnie wyjdzie więc dla Ohm Resistance w USA i będzie dystrybuowana w Anglii, a także w innych krajach. Kurtowi to pasuje, tak samo jak mnie, bo mam możliwość trzymać rękę na pulsie. Gdybym np. chciał sprzedać licencję Vivo, będę miał wolną rękę - Kurt absolutnie nie będzie miał nic przeciwko. Jest to rodzaj promocji, która działa w obu kierunkach: wydawcą będzie Ohm Resistance, a ewentualnymi licencjobiorcami zaufani wydawcy, z którymi warto współpracować.

- A czy USA to dobry rynek dla Scorna?

W żadnym wypadku! Praktycznie zerowy. To trudny rynek. Kurt chce choć trochę wypromować tam Scorna, więc chętnie pojadę i zagram koncerty. Tak naprawdę Scorn nigdy nie był popularny w Stanach. Zobaczymy, jak będzie - na razie cała moja uwaga skupia się na Europie.

- Tylko kontynentalnej, czy razem z Wielką Brytanią?

Myślę o całej Europie, chociaż nigdy nie dbałem o Anglię. Moje płyty sprzedają się tam kiepsko. To trudne miejsce, do którego nie bardzo pasuję. Jest to pewien problem, Scorn nie wpisuje się w żaden tamtejszy nurt, bo nie można przypiąć mu popularnej metki. Ale nie dbam o to, gdy ludzie zechcą, to i tak znajdą moje płyty, choć to będzie niełatwe zadanie. Od pewnego czasu przestałem się tym jednak przejmować.

- Ale teraz jest szansa, że twoje płyty będą szerzej dostępne.

Ohm Resistance ma tam dobrego dystrybutora, dzięki któremu być może moje płyty trafią wreszcie do właściwych sklepów. Ciekawe, czy będzie większe zainteresowanie nimi. Mam na to niewielkie nadzieje, gdyż nie obracam się w tzw. towarzystwie, nie interesuje mnie funkcjonowanie w tamtejszym środowisku muzycznym, nie uczestniczę w forach dyskusyjnych. Jeśli właśnie to trzeba robić, żeby móc tam grać koncerty i zyskać szacunek, to bardzo mi przykro, ale nie mam na to czasu ani ochoty. Ja po prostu tworzę muzykę. Może dlatego lepiej jestem odbierany w Europie. Wielka Brytania to ciężki przypadek, ale nie martwię się tym.

- Planujesz poszerzenie działalności koncertowej Scorna?

Jak najbardziej!

- Dałeś aż trzy koncerty w Polsce...

No właśnie, nigdy tu nie byłem, a gram i koncertuję praktycznie od 20 lat. Najbliżej byłem chyba w Berlinie, na Węgrzech i...

- W Pradze?

Tak.

- Jak sobie dajesz radę sam na scenie?

Lubię to i czuję, że nie ma tam miejsca na inne osoby. Nie w sensie fizycznym, ale bardziej dźwiękowo, ideowo. Od lat Scorn to solowy projekt i tak pozostanie.

- Natknąłem się gdzieś na nieoficjalny podtytuł do ostatniej płyty Scorna "List of Takers": "Many Takers, Few Givers" ("Dużo biorców, mało dawców"). Kim zatem są dawcy?

To mała lista (śmiech). Bardzo mała.

- Mała i sekretna?

Wcale nie! Jest na niej rodzina, najbliżsi przyjaciele, promotorzy mojej twórczości, po prostu ludzie godni zaufania, którzy nie odwrócą się plecami w trudnej sytuacji i nie chcą przede wszystkim uszczknąć czegoś dla siebie. Przez te lata wyleczyłem się z naiwności, a byłem bardzo naiwny i wydoroślałem choć troszkę. Tak więc dorobiłem się własnej listy zaufanych.

- A jest tam może Steven Wilson?

Tak, to wspaniały gość. Bardzo mi pomógł.

- Jak go poznałeś?

Wysłał mi e-mail cztery lata temu, wyrażał o mojej muzyce i pomysłach z wielkim szacunkiem i... tak naprawdę nigdy się nie spotkaliśmy!

- Nigdy?!?

Dokładnie! Trochę szkoda, bo ostatnio dał mi znać, że gra w Wolverhampton ze swoim zespołem Porcupine Tree, mniej więcej 30 km od Birmingham. Tak na marginesie, nigdy nie słyszałem tego zespołu, a Steven wzbraniał się przed wysłaniem mi jego nagrań (ogólny śmiech). Sądzi, że nie przypadną mi do gustu. No więc zaproponował mi DJ-owanie przed koncertem. Koncert otwierać ma Robert Fripp, więc impreza będzie pewnie przednia. Niestety, następnego dnia lecę do Australii, więc nie mam szans się tam pojawić - gdy masz przed sobą 24-godzinną podróż, musisz się do niej odpowiednio przygotować.

- Wydanie "Plug 8 Thrust Coil" Quoita przez Burning Shed, ma coś wspólnego z Waszą znajomością, czy mam rację?

Tak, to właściwie on zorganizował dla mnie wydanie tej płyty. Muszę przyznać, że pomagał mi wielokrotnie, to dzięki niemu udało się wydać kompaktową reedycję Hednod Sessions, zrobiłem dla niego remiks Bass Communion. Jest też kilka projektów, które ma w zanadrzu. Padła propozycja wznowienia wczesnych wydawnictw Lull, istniejących dotychczas w formie siedmiocalowych singli, które dodatkowo mają być wzbogacone o wcześniej niewydane nagrania. Może będzie z tego jakiś boxset.

- Gdy pytałem go o remiks dla Bass Communion, powiedział, że to był długi utwór...

Tak, 32 minuty...

- ...który został skrócony do trzech minut z sekundami na potrzeby wydawnictwa. Czy są plany, że ukaże się kiedyś w całości?

Nie wiem, nigdy go o to nie pytałem. Zawsze można wydać CD, na którym zmieści się więcej. Materiał jest do jego dyspozycji i jeśli będzie chciał, na pewno go wyda.

- Czy masz jakieś plany remiksów i współpracy na przyszłość?

Bardzo lubię remiksować, a w zeszłym roku dostałem trochę propozycji. Słucham dużo rzeczy i gdy materiał mi się spodoba, usłyszę ciekawy dźwięk lub piosenkę, która mnie zainteresuje, mogę zrobić remiks. Dotychczas dawano mi wolną rękę - i to wszystko, czego potrzebuję. To bardzo ułatwia pracę. Może to trochę samolubne podejście, ale dotychczas muzycy chcieli, żebym przerobił ich materiał całkowicie w swoim stylu. W przyszłości planuję więcej remiksów, bo są one z jednej strony wyzwaniem, a drugiej prawdziwą przyjemnością: przerabiać czyjąś pracę na nowo, na coś swojego. A co do kolaboracji, to w najbliższym czasie nie przewiduję takowych. Na razie chcę się skoncentrować na Scornie, a w przyszłym roku wydaję także nową płytę Lull.



- Czy będzie to materiał podobny do ostatniego "Brook"?

Być może...

- Tamten był bardziej eksperymentalny w porównaniu do poprzednich.

Tak, muzyka była bardziej "pocięta", zbudowana z innego rodzaju dźwięków. Teraz będzie podobnie: dużo zabawy z programami i obróbką dźwięku. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jednego jestem pewien: na pewno chcę wydać nową płytę Lull.

- Który moment swojej kariery uważasz za najlepszy?

Mam problem ze swoją muzyką, pewnie jak wielu artystów. Nagrałem bardzo dużo rzeczy, stworzyłem rozległy katalog i wydaje mi się, że nie wszystko wytrzymuje próbę czasu. Zazwyczaj słucham moich rzeczy tylko raz i decyduję, co jest dobre, a co nie. Powinienem bardziej się przykładać do kontroli jakości... Wracając do pytania, trudno mi wybrać coś szczególnego z takiego nawału muzyki. Niektóre nagrania realizowałem nie do końca jak trzeba, pod presją czasu lub podejmowałem zbyt pochopne decyzje. Ostatnio zacząłem jednak poświęcać temu trochę więcej czasu. Ze wspólnymi projektami jest najtrudniej, bo zazwyczaj zajmują one bardzo mało czasu. Wiesz, wymiana pomysłów, z których tylko część się sprawdza. Dlatego ostatnio staram się nie śpieszyć z podejmowaniem niektórych decyzji.

- A czy grywasz jeszcze na perkusji?

Nigdy.

- A co z partiami bębnów, które rzekomo miałeś nagrywać dla jednego z polskich zespołów?

Pierwsze słyszę...

- Plotki?

Dokładnie. Od dawna nie gram na bębnach.

- (śmiech)

Jedyną szansą, żeby usłyszeć moje bębnienie, będzie nowa płyta z Johnem Zornem. Ale poza tym koniec. Spróbowałem, zagrałem najlepiej jak umiem. To były dobre dni, miłe wspomnienia, dobry okres w życiu.

- A więc ten rozdział jest zamknięty? Nie będzie nic w rodzaju powrotu oryginalnego Painkillera?

(Niewinnym głosem): Nie.

- W wolnych chwilach preferujesz siedzenie przy wędkach, zamiast za bębnami...

Tak. Myślę, że wędkowanie wychodzi mi lepiej niż gra na perkusji.

- Spędzasz więcej czasu na rybach, czy przy tworzeniu muzyki?

Jest pewna równowaga, gdyż wędkarstwo to dla mnie nie tylko łapanie ryb. To mój nałóg, ale także sposób na odpoczęcie od rodziny, muzyki i gównianego miasta, w którym mieszkam. Jestem na odludziu, najlepiej milion kilometrów do wszystkich, tylko ja, rzeka, drzewa, dźwięki i mózg mi odpoczywa. Cisza, spokój, odprężenie - mogę spokojnie rozpracować nowe pomysły i uciec od rzeczywistości. Chyba każdy potrzebuje trochę samotności, odskoczni i właśnie wędkarstwo jest dla mnie czymś takim.

- A może na nowej płycie Lull będą takie dźwięki?
- Wędkarski izolacjonizm?

(Śmiech) Kto wie? Co do izolacjonizmu, to nie jestem nastawiony antyspołecznie, ale z drugiej strony nie obracam się też wśród wielu ludzi. Jestem osobą nieśmiałą i nie utrzymuję kontaktów. Lubię mieć własną przestrzeń, rodzinę. Lubię wędkować z kolegą, z ojcem. Mam kilku przyjaciół, z którymi dzielę moje studio nagraniowe, nie chodzę do pubów i klubów, czasami jak się nadarzy okazja chadzam do kina. Tylko przy okazji tras koncertowych poznaję nowych ludzi i przebywam w większym towarzystwie. Po prostu wolę ciszę i spokój, które dobrze na mnie wpływają i czynią mnie lepszym.

- Działają uspokajająco?

Tak, bo na codzień nie jestem cichym typem. Po prostu odsunięcie się na dalszy plan pomaga.

- Czy na dzień dzisiejszy możesz utrzymać się z muzyki?

Utrzymuję się na powierzchni. Gdybym grał więcej koncertów, moglibyśmy z żoną pozwolić sobie na lepszy styl życia, ale nie dbamy o to. Dzieci są szczęśliwe, mamy co jeść, płacimy rachunki, mamy trochę oszczędności - tak powinno wyglądać dobre życie. Nie jesteśmy chciwi, po prostu żyjemy zwyczajnie. Starcza na płyty, wędki, wakacje z rodziną nad morzem. Prowadzimy miłe, proste życie, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni.

- Czyli The Box jest wreszcie stałym studiem?

Nie. Niestety, nigdy nie było stałe. Brakuje mi Black Box, pierwszego studia, które urządziłem. Kiedyś nagrywałem też w ogrodowej szopie, ale miałem też studio w... toalecie. Po prostu kazałem hydraulikowi usunąć muszlę i zabetonować spływ. I w ten sposób powstało kolejne The Box. Później, gdy okazało się, że muszę się wyprowadzić, był problem, bo właściciel był wściekły, co do cholery stało się z WC!?

- (śmiech)

Black Box było profesjonalnym, przygotowanym akustycznie studiem, w które włożyłem sporo pieniędzy i pracy. Dużo ciekawych nagrań, dobrych wspomnień i kolaboracji. Niestety, nie mogłem sobie na nie pozwolić, gdyż czynsz był bardzo wysoki. Jako że często się przeprowadzam, próbowałem pracować w domu, ale to po prostu niemożliwe. Po prostu muszę wyjść - często gdy jadę do studia autobusem i czytam książkę, wpadają mi do głowy nowe pomysły. Po prostu muszę mieć swoje The Box, choćby było ich nie wiadomo ile (śmiech).

- A które jest teraz? Piąte, szóste?

Raczej siódme lub dziewąte... Jedno jest pewne: było ich za dużo. Ale wygląda na to, że to jest bardziej długoterminowe. Wynajmuję je razem z przyjaciółmi z PCM, którzy pracują w lokalnej szkole muzycznej. Korzystają z niego w czwartki i piątki. Mają swoją salę, ja swoją, przychodzę po nich i nikt nikomu nie przeszkadza. To dobry układ, a poza tym miło ich widzieć.

- Co sądzisz o rozwoju muzyki na świecie? Ogólnie.

Jak we wszystkim, część idzie w dobrą stronę, a część wręcz przeciwnie. Ludzie mają różne gusta i lubią różne rzeczy.

- Jakieś plany?

W moim przypadku jest to dobry czas, żeby przesiąść się całkowicie na komputer. W dobrych (niekoniecznie moich) rękach jest to narzędzie, dzięki któremu można stworzyć wspaniałe rzeczy. Dobra muzyka zawsze była i będzie, tak samo jak zła, musimy tylko wybrać. Komponować dobre rzeczy i szukać, czasami sięgając głęboko. Niestety nie ma już z nami Johna Peela, dzięki któremu poznałem mnóstwo ciekawej i różnorodnej muzyki. Mamy za to internet...

- Czy to dobrze dla muzyki?

Tak. Gdyby nie internet, nie grałbym np. koncertów w Polsce. Internet to dobre miejsce do rozpowszechniania informacji i samej muzyki. Ma on oczywiście złe strony, ale dobrych jest więcej.

Rozmawiali: Leszek Żabiński i Radosław Pasternak
Zdjęcia: Rafał Sądej

Więcej informacji o historii i twórczości Micka Harrisa znaleźć można w opublikowanym w Taboo artykule "Tornado z Birmingham".




Leszek Żabiński i Radosław Pasternak

Pokaz wszystkie teksty tego autora



Skomentuj tekst

Ilość komentarzy: 2


[ wstecz ]
.strona główna. .redakcja. .księga gości. .linkownia.
Katatonia - Night Is The New Day
Koncert dla Jasia (Kopanica, Klub Genewa, 16 listopada)
Gorgisheli "Amore"
Hedningarna "Kaksi"
Riverside (Wrocław, Od Zmierzchu do Świtu, 1 października 2007)
Riverside "02 Panic Room" (singel)
Wściekłe psy
Animations "Animations"
CETI "(…) perfecto mundo (…)"
Grzegorz Kupczyk (CETI) - wywiad
Machine Head "The Blackening"
Van Der Graaf Generator, Bydgoszcz, Filharmonia Pomorska, 21 kwiecień 2007
Division by Zero "Tyranny of Therapy"
Da Capo Players "The String Quartet Tribute to Dream Theater"
Espido Freire "Zmrożone brzoskwinie"
Metal Marathon 3: Turbo, Chainsaw, Merry Pop Ins (Poznań, Zeppelin Hall, 5 kwietnia 2007)
Jesus Christ Superstar (Aula Zespołu Szkół Muzycznych, Poznań, 12 kwietnia 2007)
Luminous Flesh Giants "Duma i Upadek"
Muzyczne podsumowanie 2006 roku
Pain Of Salvation (Warszawa, Progresja, 20 lutego 2007)
Jimi Tenor 'Higher Planes'
  Jimi Tenor 'Higher Planes'

"...Przyznam się bez bicia, że dla mnie najlepsza płyta Jimiego, to ta najbardziej znana - "Intervision". Z niesamowitym brzmieniem i klimatem, nagrywana gdzieś na terenie dawnego ZSRR za pomocą instrumentów, których nazwy giną w mroku dziejów...."
Czytaj więcej

  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Katatonia - Night Is Th...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
  Pendragon "Not of this ...
Wolsztyńska TopLista najlepszych stron www
Rockowa Top Lista
Admin


Wykorzystywanie materiałów zawartych w Taboo bez zgody autorów jest Z A B R O N I O N E
Webmaster: www.TomaszPacyna.net
(c) 1998-2008 Taboo Staff