Przez Budkę Suflera, jeden z najstarszych zespołów rockowych w Polsce, przewinęło się wielu muzyków. Niektórzy z nich oprócz dźwięków zarejestrowanych na taśmach i płytach pozostawili po sobie białe plamy biograficzne. W niektórych przypadkach trudno dowiedzieć się czegokolwiek o byłych członkach grupy. Do niedawna mgła tajemnicy i niejasności otaczała postać gitarzysty Andrzeja Sidło, będącego muzykiem Budki Suflera w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych. Ostatnio sam muzyk postanowił rzucić trochę światła na swoją historię i losy po opuszczeniu zespołu...
Ze zdziwieniem czytałem wiadomość od Andrzeja, którą dostałem w sierpniu tego roku na skrzynkę internetową. Nie często dostaje się e-mail od byłego gitarzysty Budki Suflera, ba, od gitarzysty o którym obecni fani zespołu w większości nic nie wiedzą. Z ciekawością zacząłem więc regularną korespondencję, a wiadomości którymi muzyk podzielił się ze mną złożyły się na dość obszerny artykuł wyjaśniający w dużym stopniu niejasności w historii Andrzeja Sidło.
Andrzej Sidło skończył szkołę muzyczną w Katowicach i już w latach siedemdziesiątych uczestniczył w kilku mniej lub bardziej trwałych projektach. Gitarzysta udzielał się w zespołach Partita, Familia, Bractwo Kurkowe i Piotr Janczerski, i Pro Contra. Gitarzysta miał także propozycję występów ze Zbyszkiem Wodeckim, jednak odrzucił ją wybierając regularniej wówczas koncertującą Pro Contre.
W 1979 roku w Szczecinie Andrzej poznał Romualda Czystawa. Grali ze sobą w krótko funkcjonującym zespole Familia. Dzięki tej znajomości gitarzysta na początku lat osiemdziesiątych zaczął współpracę z Suflerami. Czystaw będąc wokalistą Budki, przy okazji katowickiego koncertu w 1981 roku odwiedził Andrzeja. Zespół poszukiwał wtedy dobrego gitarzysty w miejsce odchodzącego Jana Borysewicza. Sidło był odpowiednim kandydatem
Gdy Sidło zajął miejsce Borysewicza decyzja o zwolnieniu Czystawa była już dawno podjęta. Za mikrofonem stanął, na krótko, Felicjan Andrzejczak i w tym nowym zestawieniu Suflerzy przystąpili do nagrań. Podczas krótkiej sesji zarejestrowano trzy utwory- "Czas Ołowiu", "Noc Komety" i najsłynniejszy "Jolka, Jolka Pamiętasz", pierwsze Budkowe kompozycje z udziałem Andrzeja Sidło, który był wówczas jedynym gitarzystą zespołu.
Andrzej Sidło - w środku
Tamten skład był jednak tylko epizodem, bo Felicjan Andrzejczak nie zagrzał miejsca w grupie. Tak o popularnym Felku i powrocie Cugowskiego opowiedział mi Andrzej Sidło: "bardzo ceniłem sobie Andrzejczaka jako wokalistę, jako kumpel także był w porządku. Po nagraniu trzech utworów z Felkiem mieliśmy termin nagrywania "Greatest Hits" z Cugowskim. Cugo zaśpiewał te hity fantastycznie. Nasuwało się wtedy pytanie, który z nich, Cugo czy Felek, może unieść ciężar wokalisty. Zadecydowały wartości wokalne i to, że na koncertach publiczność miała podawaną większość hitów przez Cuga. Nie wolno także zapomnieć, że Cug z resztą zespołu po tylu latach znali się na pamięć. "
Do zespołu wrócił więc ostatecznie Krzysztof Cugowski, który zasilił Budkę także znajomym gitarzystą Krzysztofem Mandziarą, i skład grupy został ustalony. Lipko, Zeliszewski, Cugowski, Sidło, Mandziara i Płecha (basista) weszli do studia w listopadzie 1983 roku.
Sesja nagraniowa "Czasu Czekania, Czasu Olśnienia" przypadła na przełom 1983 i 1984 roku, i przyniosła niespełna czterdziestominutowy album, zdaniem wielu krytyków najciekawsze wydawnictwo Budki Suflera w latach osiemdziesiątych. Sidło podzielił się na nim partiami gitary z Krzysztofem Mandziarą. Z opowieści Andrzeja wynika, że podział ról był dość wyrównany. Spod jego palców wyszły między innymi solówki do kompozycji "Woskowe Dusze" i "Czas Czekania, Czas Olśnienia". W najbardziej znanej z płyty piosence "Cały mój zgiełk" zagrali obaj gitarzyści. Sidło krótką charakterystyką pomógł rozróżnić partię swoją i Mandziary- " nagrywałem na Gibson SG, moja gitara brzmi pełniej i łagodniej, Krzysztof zagrał na Fender Stratocaster, zabrzmiał bardziej ostro i perkusywnie".
Andrzej w międzyczasie zagrał też partie gitar na płytę Urszuli. Usłyszeć go można w piosenkach "Totalna hipnoza", "Dmuchawce latawce wiatr", "Luz blues", "Fatamorgana", "Bogowie i demony", "Malinowy król" i kilku innych.
"Czas Czekania, Czas Olśnienia" był jedynym albumem z premierowym materiałem Budki Suflera, na którym usłyszeć można gitarę Andrzeja Sidło. Budka Suflera po intensywnym okresie nagraniowym postanowiła zrobić krótki urlop. Lata osiemdziesiąte w Polsce były okresem dużej niepewności, trudno było w tamtych realiach snuć jakiekolwiek dalekosiężne plany. Zespół był chętny do dalszej współpracy dając gitarzyście czas do końca roku 1984 na podjęcie decyzji. Andrzej wybrał jednak inne rozwiązanie. Będąc w Stuttgarcie w czerwcu 1984 roku postanowił zostać tam na stałe.
Mimo trudnej i dalekiej przeprowadzki Sidło nie rozstał się z muzyką, udzielał się jako gitarzysta sesyjny, grywał w klubach, pubach europejskich a także w USA. Korzystał z różnych możliwości muzykowania i poznawania ludzi, z którymi mógłby współpracować. Kilka lat później założył w Sttudgarcie własną szkołę muzyczną i to okazało się być zajęciem, któremu się w pełni poświęcił. W tej chwili uczy prawie setkę młodych ludzi gry na gitarze, jest to jego codziennym zajęciem i głównym źródłem dochodów. Na moje pytanie o wykonywane zawody z satysfakcją odpowiada: "Dzięki Bogu nigdy nie musiałem pracować w innym zawodzie żeby przeżyć. Po decyzji o pozostaniu w Niemczech zaraz dostałem sześciomiesięczny kurs języka niemieckiego i w tym samym czasie podjąłem próbę nawiązania kontaktów z muzykami niemieckimi. W Niemczech polscy muzycy są bardzo szanowani. Ja jestem profesjonalistą, do tego niekonfliktowym więc nigdy nie narzekałem na brak ofert."
Andrzej regularnie bywa w Polsce, ma domek w Brennej, w którym chętnie spędza urlop. W rozmowie przyznał mi się, że późniejsze dokonania Budki Suflera są mu raczej nie znane. Słyszał kilka największych radiowych przebojów, ale skupia się na zespołach amerykańskich i brytyjskich, bo jak twierdzi, to tamte grupy nadają kierunek muzyce rockowej. Jako gitarzysta pozostał wierny swojej stylistyce, ciągle porusza się po terenach typowo rockowych lub bluesowych. W małych niemieckich klubach grywa kowery takich grup jak Toto, ZZ top, Gary Moore, Europe. Ciągle szanuje starych mistrzów gitary takich jak Carlos Santana, czy Eric Clapton, ale największe wrażenie robi na nim ostatnio amerykański, progresywno- metalowy zespół Dream Theater- "to wirtuozi swoich instrumentów" podsumowuje ich jednym zdaniem.
Nie mogłem przy okazji nie zapytać o przyszłych wirtuozów gitary, uczących się fachu w szkole Andrzeja. "Oczywiście, co parę lat trafi się ktoś bardzo utalentowany, ale sam talent nie wystarcza, trzeba mieć jeszcze parę zalet, i tu mam na myśli cierpliwość, wytrwałość i trochę szczęścia"- odpowiada Sidło i dodaje zaraz- "w obecnych czasach młodzieży jest bardzo ciężko skupić się na czymś w stu procentach, młody człowiek każdego dnia jest bombardowany przez media różnymi propozycjami."
Minęło już ponad dwadzieścia lat od czasu współpracy Andrzeja z Budką Suflera i jego wyjazdu do Niemiec. Świat zmienił się nie do poznania, zmieniła się także muzyka. Jedno, co pozostaje niezmienne to miłość do gitary, której Sidło nie ukrywa - "Mam nadzieje, że moja długa muzyczna przygoda potrwa jeszcze parę dobrych lat"- mówi Sidło. Trudno więc nie pożyczyć tych paru kolejnych, dobrych lat zasłużonemu gitarzyście.
witam wszystkich. przede wszystkim dzięki za zamieszczenie artykułu o p. Andrzeju... fantastyczna sprawa dowiedzieć się czegoś o gitarzyście Budki, której jestem fanem... a co do Mietka Jureckiego to wydaje mi się że te jego opowieści i wywody na temat ogromnego udziału w niemal każdym numerze BS są co najmniej przesadzone...skoro ma aż tak ogromne umiejętności kompozytorskie i nagrywa każdy instr. to dlaczego do tej pory nie jest największym zespołem w Polsce... na dodatek jednoosobowym...
trochę pokory... i żeby było jasne to ja nie bronie Świętej Trójcy BS ale cały życiorys p. Jureckiego zamieszczony na jego stronie jest miejscami nie do końca taki oczywisty i realny...
pozdro
Anys Ziółkowski Rules
Autor: Maurycy
(2005-12-10 14:42:55)
ip: 81.219.217.226
e-mail: mauro_n@wp.pl
informacje umieszczone w artykule pochodzą z pierwszej ręki od Andrzeja Sidło. Pytałem o tamtą sesję i Andrzej stwierdził, że był wówczas jedynym gitarzystą w Budce. Być może "mechanik" zagrał tylko partie basu...? Trudno mi jednoznacznie rozstrzeygnąć tą kwestie.
Autor: Cyneq
(2005-12-09 17:37:11)
ip: 62.111.226.242
e-mail: cyneq@poczta.fm
Fajny artykuł, jednak jest mała nieścisłośc. W sesji nagraniowej do "Nocy komety" większość gitar zagrał Mietek Jurecki. Przynajmniej tak twierdzi sam zainteresowany.
"...W muzyce C.H. District słychać
wpływy i elementy elektronicznych, technoidowych odmian industrialu,
strukturę i klimat najlepszych odmian nowej elektroniki oraz oryginalność
i odwagę w eksperymentowaniu z rytmem...."
Czytaj więcej